Kiedy na ekranie pojawia się Ignacy Liss, trudno oderwać od niego wzrok. Młody, utalentowany, charyzmatyczny – a przede wszystkim piekielnie dobry aktor. Zagrał m.in. w „Ostatniej rodzinie” i „Filipie”, zdobywając serca widzów nie tylko świetną grą, ale też olbrzymim potencjałem, który trudno przeoczyć. Ale jak wiadomo – nie ma dymu bez ognia. A dokładniej: nie ma Ignacego Lissa bez… rodziców. Kto więc stoi za tą aktorską perłą polskiego kina? Zaparz sobie dobrą kawę, bo wyruszamy w podróż śladami rodziny młodego Lissa.
Kultura w genach – kim są rodzice Ignacego Lissa?
Jeśli sądzisz, że Ignacy Liss po prostu wstał i zaczął grać, to musimy cię rozczarować – albo raczej: zachwycić! Jego rodzice to osoby, które na co dzień oddychają kulturą i sztuką niczym ryba wodą. Mama Ignacego to nie kto inny jak Anna Dziewit-Meller – znana pisarka, dziennikarka, felietonistka, a zarazem kobieta o zniewalającej energii. Jej książki rozchodzą się jak ciepłe bułeczki, a poglądy są tak ostre, jak dobry ser parmezan – kształtują opinie i inspirują do myślenia.
Tata Ignacego – Marcin Meller – to z kolei dziennikarz, publicysta i były redaktor naczelny „Playboya” (tak, tego oficjalnego!), który z równą swadą pisze jak i prowadzi programy telewizyjne. Charyzmatyczny, błyskotliwy i mający zawsze coś do powiedzenia – pewnie nie zaskoczy Cię, że był też wykładowcą historii na UW, zanim rzucił wszystko i poszedł do mediów.
Dom, w którym rozmawia się o książkach przy śniadaniu
Wyobraź sobie poranek u Lissów. Na stole świeże bułki, kawa parująca w kubkach i – zamiast klasycznego „co dziś do szkoły?” – rozmowa o najnowszej powieści Houellebecqa albo eseju o polskiej tożsamości. Tak, w domu Ignacego Lissa kultura była codziennością. „Może zagram poetę?”, myślał mały Ignacy, zanim w ogóle wiedział, czym jest casting. Ignacy Liss rodzice wychowali nie tylko w otoczeniu intelektualnych bodźców, ale też nauczyli go śmiałości i pewności siebie, czyli dwóch rzeczy, bez których na scenie ani rusz.
Niełatwe dzieciństwo? Raczej twórcze wyzwania
Nie, Ignacy nie musiał jako dziecko pracować w kopalni ani ścigać się o batonika na podwórku. Ale wychowanie w domu ludzi publicznych też miało swoje wyzwania. Od najmłodszych lat funkcjonował w cieniu sławnych rodziców – dziennikarza i pisarki, których teksty znała cała Polska. Presja? Pewnie tak. Ale Ignacy, zamiast uciekać, postanowił wybrać swoją własną drogę – aktorstwo. To nie bunt, to ewolucja – przekształcenie medialnych genów w artystyczny wyraz. A trzeba przyznać – udało mu się to z wdziękiem i klasą.
O czym nie mówi się w gazetach
Choć media rozpisują się o filmowych sukcesach Ignacego i czasem napomkną o jego sławnych rodzicach, wiele ciekawostek nadal pozostaje nieodkrytych. Na przykład: Ignacy przez długi czas nie chciał korzystać z nazwiska, żeby uniknąć łatki „synek znanych rodziców”. Chciał być oceniany za swoją pracę – nie za to, z kim pije herbatę w domu. Inna sprawa, że zamiast tylko bywać na salonach, Ignacy studiował i rozwijał warsztat aktorski od podstaw, nie licząc na taryfę ulgową.
Czy rodzice wspierali tę decyzję? Naturalnie! Jak twierdzą znajomi Lissów, rodzice Ignacego zawsze wspierali syna, nie narzucając mu wyborów, a jedynie podsuwając książki i rozmowy. Czy to magia rodzicielstwa? Może. A może po prostu – dobra robota pod kątem wychowawczym.
Nie da się zaprzeczyć – w przypadku Ignacego Lissa jabłko nie spadło daleko od jabłoni. Jeśli zastanawiałeś się, kim są Ignacy Liss rodzice, to teraz wiesz, że mamy tu do czynienia z prawdziwym dream teamem intelektualnym. Anna Dziewit-Meller i Marcin Meller nie tylko przekazali mu geny, ale i zapewnili środowisko, które pozwalało młodemu artyście rozwinąć skrzydła. I choć Ignacy sam wydeptał swoją ścieżkę, nie sposób nie zauważyć, że wszystko zaczęło się w domu – od rozmów przy stole, książek na półkach i inspiracji bijącej z rodzicielskiej pasji do opowiadania historii. Czy to przypadek, że młody Liss też postanowił opowiadać historie – tylko nie piórem, a grą aktorską? Raczej nie. Przeczytaj więcej na: slowlifemagazyn.pl/ignacy-liss-pochodzenie-rodzice-i-droga-do-aktorstwa/.