Jeśli jesteś miłośnikiem motoryzacji i choć raz nie wypowiedziałeś zdania: „To już nie to, co stare, dobre Porsche”, to albo jesteś młodszy od swojego prawa jazdy, albo masz bardzo elastyczne poglądy. Dziś bierzemy pod lupę model, który podzielił fanów niemal równie mocno jak kłótnia o to, czy ketchup należy do lodówki czy spiżarki. Przed Państwem – Porsche 996. Generacja 911, która odważyła się być inna. Ale czy to dobrze, że było odważne jak student na pierwszym egzaminie z prawa karnego? Sprawdźmy!
Nowy rozdział w historii 911 – czyli plastikowe łzy i chłodzenie cieczą
Debiut Porsche 996 w 1997 roku był jak pierwsza randka z kimś zupełnie niepodobnym do twojego typu – niby wszystko działa, niby ciekawie, ale jednak coś ci nie gra. I faktycznie – dla fanatyków chłodzenia powietrzem decyzja o przejściu na ciecz była niczym zdrada stanu. A te światła w kształcie jajek? Dla niektórych ekstrawagancja, dla innych profanacja. Design dzielił. Silnik chłodzony cieczą? Szok. Ale w praktyce – nowoczesność i większa efektywność. Zmiany były radykalne, bo też Porsche musiało się dostosować do nowych przepisów, trendów i gustów XXI wieku… który jeszcze się nie rozpoczął, ale już czaił się za rogiem z latte w ręku.
Dane techniczne, które nie zawiodą – no, prawie
Porsche 996 było dostępne w różnych wariantach – od klasycznej Carrery, przez rozwydrzone Turbo, aż po torowego zawadiakę GT3. Silnik? 3.4 litra w początkowych wersjach, a potem 3.6 litra, płaskie sześć cylindrów i rasowy dźwięk, który sprawiał, że nawet sąsiad z Toyotą Prius potajemnie nagrywał przejazdy pod blokiem. Moc? Od 300 KM w Carrerze po kosmiczne 420 KM w Turbo. Sprint do setki? W zależności od wersji – od 5 do poniżej 4 sekund. Napęd na tył lub – w przypadku Turbo – na cztery koła. Skrzynie? Manuale 6-biegowe, a także skrzynie Tiptronic, które działały… cóż, powiedzmy, że jak wujek Jurek po weselu – niby funkcjonuje, ale nie zawsze na czas.
Najczęstsze problemy – czarna księga 996
Porsche 996 to samochód, który potrafi dawać radość, ale też… opróżnić portfel szybciej niż zakupy w sklepie z gadżetami Apple. Zacznijmy od największego demona tej generacji – łożysko IMS. To maleństwo, które jest odpowiedzialne za utrzymanie wału pośredniego, potrafi dokonać szybkiego aktu sabotażu, prowadząc do całkowitego zniszczenia silnika. Koszty? Cóż, lepiej usiądź. Dlatego większość bardziej przezornych właścicieli 996 już to wymieniło. Ale jeśli nie – negocjuj cenę ostro.
Kolejnym kłopotem są uszczelki uszczelniaczy wałków rozrządu, które potrafią przeciekać jak woda przez nową szczoteczkę do zębów. Do tego dochodzą problemy z elektryką, zużywającymi się wypustkami wnętrza (twarde plastiki lubiły się rysować) i korozja na nadkolach. Ale hej – to przecież klasyk, musi mieć trochę charakteru!
Opinie kierowców – trochę hejtu, dużo miłości (z czasem)
W momencie premiery Porsche 996 spotkało się z ostrą krytyką – że to już nie to samo, że wygląda jak Boxster, że to plastikowa rewolucja. Ale z czasem, jak każda kontrowersyjna innowacja, model zyskał fanów. Sceptycy zmienili zdanie po pierwszej przejażdżce i stwierdzili, że mimo chłodzenia cieczą, 996 wciąż ma duszę 911. Dziś wielu uważa ten model za „last bargain” wśród klasyków Porsche – wciąż stosunkowo przystępny cenowo i oferujący ogromną frajdę z jazdy.
Chcesz dowiedzieć się więcej o tym, dlaczego porsche 996 podzieliło fanów marki? Odwiedź portal Męskie Spojrzenie i przekonaj się sam, jak wiele emocji potrafi wzbudzić jedna generacja auta!
Podsumowując, Porsche 996 to klasyk-inaczej. Dla jednych – czarna owca rodziny 911, dla innych – nieoceniona okazja na wejście do świata Porsche bez hipotecznego kredytu. Choć wciąż nie może się pochwalić respektem starszych braci, to jednak zdobywa szacunek na swoich warunkach – jako odważne, nowoczesne (jak na swoje czasy) i wciąż całkiem dzikie auto na tylne koła. Czy warto? Jeśli nie boisz się łożyska IMS i masz słabość do jajowatych reflektorów – jak najbardziej!